• Film

    Pożegnania

    Bardzo głęboki film, dający do myślenia. Wiolonczelista Daigo Kobayashi grający w tokijskiej orkiestrze, dowiaduje się o rozwiązaniu swojego zespołu. Nagłe bezrobocie powoduje podjęcie decyzji o powrocie, wraz z żoną, do rodzinnej miejscowości. Po przeprowadzce Daigo rozgląda się za nowym zatrudnieniem. Odpowiada na anons o pracę, jak mu się wydaje, w agencji turystycznej, okazuje się jednak, iż chodzi o posadę w zakładzie pogrzebowym. Znalezione w ogłoszeniu słowo „okuribito” oznacza bowiem zarówno osobę odprowadzającą kogoś na pociąg, jak i na tamten świat. Z braku innych możliwości, Kobayashi przyjmuję ofertę. Od tego momentu staje się osobą składającą zwłoki do trumny. Obcując na co dzień ze śmiercią były wiolonczelista na nowo odkrywa piękno życia.

    Rytuał pogrzebowy w Japonii zakłada, że to w obecności rodziny przygotowuje się zmarłych na ostatnia drogę. Jest to rzecz specyficznie japońska, taki szczególny sposób obchodzenia się z ciałem zmarłego, z szacunkiem, uprzejmie, z taką łagodnością i szczególną uwagą na każdy drobny szczegół tej ceremonii – mówił reżyser w wywiadzie udzielonym portalowi stopklatka.pl.

    Kobayashi odnajduje głębszy sens w tej pielęgnacji ciał zmarłych. Po jego zabiegach są oni ładniejsi, a przez to może i wydają się lepsi, niż byli za życia. Ich rodziny uczestniczące w ceremonii widzą w nich dobro i piękno. Łatwiej w takich okolicznościach przebaczać minione grzechy i żegnać się ze zmarłymi w atmosferze pojednania. Łzy, wzruszenie i wdzięczność rodzin utwierdzają Kobayashiego w przekonaniu, że słusznie czyni wykonując ten właśnie zawód i wykonując go w sposób jak najbardziej elegancki, delikatny, troskliwy. A przecież jest to zawód objęty, tak jak w Polsce, powszechna dezaprobatą, żeby nie powiedzieć pogardą. Kto ceni grabarza czy pracownika prosektorium na co dzień obcującego z trupami? Otoczenie daje Kobayashiemu odczuć swoją niechęć, ba, jego żona grozi odejściem, jeżeli nie zmieni zawodu. A jednak, mimo rozterek, decyduje się on pozostać w zakładzie pogrzebowym, chyba odkrywając w sobie szczególne powołanie. Przede wszystkim widzi, razem z nami, widzami, jak krzywdzące i stereotypowe są opinie jego bliskich.

    Na marginesie dodam, ze jego determinacja kojarzy mi się z historią Matki Teresy, która rozpoczęła swoją drogę, od zapewnienia godnej śmierci umierającym na ulicy nędzarzom. Daigo zapewniał im godność po śmierci. Ułatwiał rodzinom pożegnanie zmarłego i pozostawienie go w życzliwej pamięci, jako osoby pięknej i godnej szacunku (jak to dalekie od „handlu skórami”).

    Odnalezienie sensu życia, powrót do swojego prawdziwego Ja, to drugie dno tego filmu. Okazuje się, że wierność swoim przekonaniom, swojemu powołaniu daje bardzo dobre skutki, bo dopiero teraz Daigo może wybaczyć i pogodzić się ze swoim ojcem. Dlaczego? Bo jak ktoś nie pojednany sam ze sobą może naprawdę pojednać się z kimś innym? Także żona widząc jego determinację, przygląda się z bliska jego pracy i ona też ostatecznie dostrzega, że tkwi w niej głębszy sens. W relacjach z innymi ludźmi rodzą się przyjaźnie i zrozumienie. A w tle tych wszystkich dobrych wydarzeń znajduje się w gruncie rzeczy zdolność do szukania wartości tam, gdzie inni ich nie widzą oraz niezłomność w obronie tych wartości przed niszczącym wpływem kierującego się uprzedzeniami otoczenia.

    Bardzo głęboki film, który powinien skłaniać – paradoksalnie – bardziej do namysłu nad życiem niż śmiercią. Do tego wspaniała muzyka. Spokojnie 10/10 i nie dziwię się, że film dostał Oskara dla najlepszego filmu zagranicznego.

    Pożegnania, reż. Yojiro Takita, Japonia 2008, w Polsce od stycznia 2010.