• Książki

    Nesbø, Theorin, Pears, Le Carré, czyli kryminały z ostatniego półrocza

    Jo Nesbo, Czerwone gardło, okładka, recenzjaO tym kryminale napisano dziesiątki, jeśli nie setki recenzji, not i omówień. Pozostało mi zatem tylko przyłączyć się chóru chwalców. Nesbø zaliczam do trójki najlepszych skandynawskich autorów sensacyjnych obok Mankella i Larssona, a biorąc pod uwagę, że Skandynawowie mają szczególny dryg do tej odmiany literatury, to w ciemno można powiedzieć, że oznacza to zaliczenie do światowej czołówki.

    Czerwone gardło jest pierwszą częścią „Trylogii z Oslo” z komisarzem Harrym Hole w roli głównej. W tej odsłonie komisarz walczy z zamachowcem, ale jednocześnie zagłębia się w historię, bo klucz do zagadki leży w wydarzeniach, które miały miejsce na Froncie Wschodnim, w norweskich oddziałach ochotniczych walczących z Sowietami. Ciekawe, wciągające, dające do myślenia. Przy okazji można zajrzeć do licznych ostatnio publikacji o ochotniczych międzynarodowych jednostkach SS, a warto wiedzieć, że formacje skandynawskie (wraz z holenderskimi) należały do najlepszych, doborowych jednostek na Froncie Wschodnim. W swojej klasie 10/10

    Jo Nesbø, Czerwone gardło, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2006 (i kolejne wydania)

    Johan Theorin, Nocna zamieć, recenzja, okładkaO tej książce też napisano mnóstwo „ochów” i „achów”, ale tym razem nie przyłączam się do grona wielbicieli. Nie przekonują mnie opowieści o tajemniczych stukotach za ścianą, które rzekomo coś znaczą, czyli mówiąc wprost o duchach. Dużo bardziej wolę nurt mankellowski, który opiera się o wnikliwą analizę akt śledztwa, sprawdzanie wielu tropów, także błądzenie po fałszywych. Mistyka i szósty wymiar są kiepskimi rozwiązaniami zagadek kryminalnych, ale jak się okazuje mają swoich zwolenników. Na dodatek dość toporna okładka. Dla mnie jedynie 6/10. Byłoby gorzej, ale książka dobrze odtwarza specyficzny skandynawski klimat – rzadko rozrzucone domostwa, groźny wicher, sztorm, samotność, splin podszyty mrozem i lodowatym wiatrem

    Johan Theorin, Nocna zamieć, Czarne 2010.

    Iain Pears, Którędy droga? recenzjaBardzo dobrze napisany kryminał historyczny. W pocromwellowskiej Anglii, w Oxfordzie, ginie profesor medycyny. Wątek detektywistyczny przeplata się uczonymi dysputami na temat filozofii i medycyny, bardzo dobrze oddającymi intelektualny klimat epoki. Największe uznanie budzi jednak przedstawienie całej, jak się okazuje bardzo złożonej opowieści, przez czterech różnych jej uczestników. Ich relacje się dopełniają, niekiedy sobie przeczą, ale ostatecznie prowadzą do rozwikłania splotu polityczno-religijno-obyczajowych uwarunkowań.

    Pokazanie tej samej historii z różnych punktów widzenia, jest najciekawszym sposobem prowadzenia narracji, pokazuje bowiem ułomność ludzkiego postrzegania, kruchość wniosków wyciąganych z niepełnej wiedzy, a ostatecznie i względność tego, co się wydaje, że wiemy na pewno. Którędy droga to coś znacznie więcej niż powieść kryminalna w kostiumie historycznym. Duża klasa, polecam, 9/10.

    Iain Pears, Którędy droga? Zysk i S-ka, wyd. 2, Poznań 2011.

    John Le Carré, Przyjaźń absolutna, recenzjaPiękna literacka narracja o przyjaźni i jednocześnie gorzka refleksja jak dalece wplątanie w działalność służb tę przyjaźń zaburza. Jak zawsze u Le Carrego genialnie przedstawione tło i historia głównych wydarzeń.

    Coś jednak u starego mistrza zaczyna szwankować. Z refleksyjnego, właściwie egzystencjalnego pisarza, który tylko wykorzystuje formę powieści sensacyjnej do znacznie głębszych rozważań, zamienił się w ideologa i propagandystę. W tej książce ostrze zwrócone jest przeciwko imperializmowi amerykańskiemu. Nie mogę bardziej szczegółowo rozwinąć tego wątku, by nie palnąć spoilera, a dopuszczam myśl, że pomimo mojej negatywnej rekomendacji, ktoś jednak tę książkę będzie chciał przeczytać. Zatem czytelnicy tego bloga muszą uwierzyć mi na słowo: Le Carrego ogarnęła mania, a może tylko podszyta komercją chęć wykorzystania nastrojów antyamerykańskich w społeczeństwach krajów europejskich. Posunął się aż do tego, że skonstruował wydarzenie o tak znikomym prawdopodobieństwie, że obraża to poczucie sensu i logiki u czytelnika. Historia nie zna przypadku choćby zbliżonego do tej karkołomnej konstrukcji. Jak wielki to upadek wybitnego przecież autora pokazuje fakt, że znany był on z tego, że do perfekcji opanował we wcześniejszych książkach prawdopodobieństwo psychologiczne postaci, realizm wydarzeń, dokładność do najmniejszych szczegółów. A tu proszę: zaczyna się jak zawsze od ciekawie zarysowanych postaci, fascynującej gry szpiegowskiej, ale prowadzi to do kompletnie absurdalnego finału, który ma udowodnić, jak haniebną politykę prowadzą Amerykanie zasłaniając się walką z terroryzmem. Lekturę odradzam, tak jak w przypadku wszystkich książek podszytych propagandową intencją. Na stosunkowo wysoką ocenę – 5/10, wpływ ma, jak zawsze u Le Carrego, perfekcyjna forma i pięknie przedstawiona przyjaźń wznosząca się ponad poglądy, charaktery i polityczne podziały.

    John Le Carré, Przyjaźń absolutna, Amber 2004 (wyd. 1 i jedyne)

    John Le Carré, Bardzo poszukiwany człowiek, recenzjaW Hamburgu pojawia się uchodźca z Rosji, zmaltretowany, wychudzony, osłabiony, muzułmanin Issa. Mieszanka rosyjskiego pochodzenia, islamskiej religii, idealizmu i rodzinnych powiązań z KGB wzbudza zainteresowanie najpierw niemieckiego kontrwywiadu, a potem służb brytyjskich. Na końcu jednak i tak okazuje się, że to Amerykanie z CIA są podlecami ponad wszelką miarę.

    Uwidacznia się w tej książce, jak w omawianej powyżej, że Le Carrego ogarnęły ostatnio antyamerykańskie fobie, które nie dają mu spokoju  i są głównym motorem jego pisarstwa. Jak każde fobie, także i ta, literaturze nie służy. W przeciwieństwie jednak do Przyjaźni absolutnej tutaj nie mamy naruszenia reguł prawdopodobieństwa, a życzliwe pochylenie nad losem niesłusznie zaszczutego człowieka bezsilnego w konfrontacji z machiną państwa nieco równoważy namolność politycznego przesłania. Wspaniały styl, dbałość o detale, precyzyjna konstrukcja pozwalają czytać książkę z przyjemnością. Mimo to polecam raczej wcześniejszą twórczość Le Carrego, a zwłaszcza doskonały cykl z Georgem Smileyem w roli głównej. Tylko 6/10.

    John Le Carré, Bardzo poszukiwany człowiek, Sonia Draga, Katowice 2009 (wyd. 1.)

    

  • Film

    Szpieg. Film i książka

    Le Carre, Szpieg, okładka książki, recenzjaTo jedna z najlepszych książek Le Carrégo, być może druga w kolejności, tuż za Uciec z zimna. Przynależy do cyklu książek o George’u Smileyu, niepozornym, grubiutkim facecie, który cechuje się nieprawdopodobną inteligencją i zdolnościami analitycznymi. Tym razem okazuje się, że na samej górze centrali angielskiego wywiadu (zwanej Cyrkiem) znajduje się kret. Aby go zidentyfikować, z emerytury zostaje ściągnięty właśnie Smiley. Rozpoczyna żmudne, wielowątkowe śledztwo, prowadzone w tym trudniejszych warunkach, że nikt z Centrali nie może się o nim dowiedzieć. Aż do finałowej sceny, sam Smiley też nie wie, kto jest owym kretem, mimo że rozszyfrował już mechanizm supertajnej akcji wywiadowczej rzekomo prowadzonej przez Cyrk, ale tak na prawdę sterowanej z Moskwy.

    Okazuje się, że agentem był B. (nie chcę powiedzieć za dużo), który ma wiele cech Kima Philby’ego, a dobrze wiedzieć, że karierę Le Carrégo w brytyjskich służbach specjalnych zakończył właśnie Philby dekonspirując go przed swoimi moskiewskimi mocodawcami. Taka mała literacka zemsta.

    W tworzeniu misternej układanki powiązań, zależności, pozornych drobiazgów Le Carré osiągnął mistrzostwo. Smiley zaskakuje przenikliwością, zdolnością do wiązania ze sobą pozornie kompletnie nie łączących się faktów. Przy tym zachowuje spokój wynikający z pewności, że w końcu uda mu się z drobnych kawałeczków ułożyć obrazek, na którym znajdzie się poszukiwany kret.

    Nie jest to jednak książka tylko o szpiegowskiej, a w tym wypadku kontrwywiadowczej analizie. To również opowieść o lojalności, przyjaźni, wierności, zdolności do poświęceń, wreszcie dumie. Ale także o skutkach naruszenia tych wartości, które objawiają się w zgoła zaskakujący sposób. Warto być bystrzakiem, ale też warto być po prostu przyzwoitym. Czasem niestety te dwie opcje stają w sprzeczności…

    W przypadku Le Carrégo,  pod płaszczem autora przenikliwych, superinteligentnych  powieści szpiegowskich ukrywa się wnikliwy obserwator ludzkiej psychologii, moralista pełen zadumy nad kolejami ludzkich losów, zderzeń konieczności  i wolnej woli czy konfliktu powinności i dobrych uczuć.

    Po przeczytaniu książki, dowiedziałem się, że za chwilę pojawi się w kinach jej ekranizacja. Łatwo sobie wyobrazić, z jakim napięciem na nią czekałem. Tym bardziej, że oceniałem Szpiega jako jedną z łatwiej filmowalnych powieści Le Carrégo.

    Szpieg, film, recenzja

    Film mnie w zasadzie nie zawiódł. Dobrze oddaje specyficzną atmosferę angielskich służb. Reżyser też nic kombinował z fabułą i podążał dość szczegółowo za książką, zatem klub fanów Le Carrégo (do którego się zaliczam) powinien być usatysfakcjonowany. Niewielkie odstępstwa, na przykład przeniesienie akcji jednego z wątków do kawiarni w Budapeszcie, zamiast na manewry wojskowe w Czechosłowacji, jest uzasadnione potrzebami filmu, który musi żywić się dobrymi wizualnie scenami. Jedyne zastrzeżenie w zakresie wierności pierwowzorowi literackiemu mam do sposobu pokazaniu głównej postaci, Smileya. W filmie jest to nobliwie wyglądający angielski dżentelmen, o nienagannym wyglądzie, dopięty na ostatni guzik. Podczas gdy w pierwowzorze był „mały, pękaty (…) nogi miał krótkie, krok bynajmniej nie sprężysty, strój drogi, ale źle dopasowany, mankiety płaszcza prawie zakrywały palce, bo albo rękawy były za długie, albo ręce za krótkie.” (s. 25) Jego wygląd jest o tyle istotny, że zasadniczo kontrastował z jego możliwościami intelektualnymi i u postronnych wywoływał lekceważenie, przechodzące w miarę upływu czasu w zdumienie, a na końcu w podziw. No i oczywiście to hollywoodzkie zakończenie, którego reżyser mógł sobie darować. Poza tym wszystko jest OK.

    Widzowie mają przyjemność uczestniczenia w rozwijającym się śledztwie, napięcie rośnie, mnożą się różne poszlaki, łamigłówka się komplikuje. Oprócz przyjemnych uczuć związanych z wkręcaniem w intrygę szpiegowską mamy też satysfakcję uczestniczenia w swoistym wyzwaniu intelektualnym i nasze IQ zaczyna mieć coś do powiedzenia. Za Smileyem nie jest łatwo nadążać, ale wszyscy się starają i niestety najczęściej udają, że nadążyli. Reżyser bowiem nadmiernie skomplikował i tak już trudny kluczowy moment ujawnienia wywiadowczej intrygi Rosjan. Przyznaję uczciwie, że gdyby nie wcześniejsza znajomość książki, to nie połapałbym się, co się właśnie na ekranie stało i dlaczego. To właśnie obniża moją ocenę dla filmu.

    Le Carré, Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg, recenzjaNa koniec słowo o zmianie tytułu książki, znanej jako Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg. Pod wpływem filmu, który uprościł tytuł do jednego słowa Szpieg (co jest zrozumiałe), polski wydawca zmienił (!) tytuł książki i nowe wydanie wypuścił też pod tytułem Szpieg wywołując chaos poznawczy u wszystkich miłośników Le Carrégo. To chyba pierwszy taki przypadek w historii polskiego edytorstwa, który bardzo źle świadczy o „Świecie Książki”, które równie dobrze mogłoby zmienić nazwę na „Wszystko na sprzedaż”. Bardzo proszę wydawcę, aby następne wydania, powróciły do tytułu pierwotnego, które dokładnie oddaje tytuł angielskiego oryginału.

    Podsumowując książka zasługuje bez wątpienia na 10/10, film 8/10 za niejasności w końcówce, pozostałe uchybienia są łatwe do wybaczenia.

    John Le Carré, Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg, Świat Książki Warszawa 2010, wydanie w roku 2011 pod tytułem Szpieg.

    Szpieg, reż. Tomas Alfredson, 2011.

    

  • Książki

    Małe miasteczko w Niemczech, John Le Carré

    John Le Carre Małe miasteczko w NiemczechJak zawsze u Le Carrégo, działalność szpiegowska jest tylko pretekstem do przedstawienia bardziej ogólnych problemów. Tym razem stykamy się z wiernością swoim przekonaniom, a nawet szerzej, wiernością zasadom i wartościom. Co więcej te zasady wyznawane przez głównego bohatera stoją w opozycji do wartości ogólnie wyznawanych w dyplomacji, a w tym konkretnym przypadku w dyplomacji brytyjskiej. I dość szybko identyfikujemy się z tym lekceważonym człowiekiem, który, jak się okazuje, jest jednym z ciekawszych ludzi w ambasadzie, mimo iż jego stanowisko, wcale na to nie wskazuje. Hierarchia wartości prawdziwych rozmija się dość zasadniczo z wartościami oficjalnie deklarowanymi.

    Fabuła rozpoczyna się od tego, że z angielskiej ambasady w Bonn znika jeden z pracowników, a wraz z nim znikają supertajne dokumenty. Ów pracownik nie jest nawet dyplomatą, raczej przynależy do personelu pomocniczego, a zatrudniony jest na umowę-zlecenie, nie ma nawet stałego etatu. W dyplomatycznej strukturze to parias. Ale w rzeczywistości jest zupełnie inaczej – to on prowadzi prawdziwą grę, to on jest kimś, w przeciwieństwie zresztą do różnych nadętych oficjeli. Strona po stronie odsłania się życie tej małej społeczności, które wygląda zupełnie inaczej niż powierzchownie patrząc można by sądzić.

    Śledztwo w sprawie owego bulwersującego zniknięcia, prowadzi człowiek do zadań specjalnych. I to jest klasyczny bohater lecarrowski. Facet jest twardy, trochę bezwzględny, wie, że musi taki być, jeżeli chce być skuteczny. Odzienie ma celowo lekko zaniedbane, nie zachęcające, jakby chciał od pierwszego wejrzenia wysłać sygnał „bez spoufaleń”. Typowy bulterier. Zagadkę rozwiązuje, ale sam jest tym rozwiązaniem zaskoczony, czytelnicy, jak można się spodziewać, tym bardziej. Po raz kolejny się okazuje, że nic nie jest takim, jakim się wydaje. Konstatacja wydaje się uniwersalna, ciekawe tylko czy dookoła siebie też dostrzegamy takie zjawisko, ja w każdym razie stykam się z nim nieincydentalnie, zwłaszcza w wymiarze medialnym – wiem jak dana sprawa się ma, ale w gazecie czytam coś zupełnie z innej planety.

    Jedna z lepszych książek Le Carrégo (9/10), zresztą kolejna „lepsza”. Czy ten facet nie ma słabych chwil?

  • Książki

    Single & Single

    Sporą przyjemność sprawia mi czytanie Le Carrego, zatem pomyślałem, aby właśnie jemu poświęcić gros uwagi nakierowanej na literaturę sensacyjną. A szczerze powiedziawszy postanowiłem podjąć prywatne wyzwanie i przeczytać wszystkie jego książki o tematyce szpiegowskiej, bo ostatnie jego utwory o tematyce śledczo-ekologicznej są już znacznie słabsze. I oto pierwszy skutek tego wyzwania.

    niestety okładka wydania amerykańskiegoTytułowy Mr Single to właściciel banku inwestycyjnego, który głównie zajmuje się praniem brudnych pieniędzy we współpracy z rosyjską mafią. Problem jednak w tym, że jego syn, Single junior, ma nieco inne poglądy na temat uczciwości w prowadzenia biznesu. Całkiem odwrotna sytuacja niż w ojcu chrzestnym, gdzie Michael Corleone zaczyna jako przyzwoity student, a kończy jako charyzmatyczny szef mafii. Tutaj junior startuje w niezbyt czystym rodzinnym biznesie, ale kończy w zupełnie innym miejscu. Na te wybory nakłada się jednak lojalność wobec ojca, zwłaszcza wtedy, gdy dopadają go kłopoty. Które uczucie zwycięży, jaki model życia zostanie wybrany, które wartości okażą ważniejsze? To właśnie jest przedmiotem dociekań Le Carrego. Jedno jest pewne: czego by nie wybrał, to będzie to zgniły kompromis. Wyjść całkiem czystych i świetliście jednoznacznych nie ma. I za to właśnie cenię Le Carrego.

     

    Le CarreW jego opowieściach zawsze krzyżują się różne motywacje, najczęściej niemożliwe do pogodzenia. We współczesnych dekoracjach, w aurze gry różnych tajnych służb rozgrywa się tak naprawdę dramat klasyczny. Nie ma dobrego wyjścia, a coś jednak trzeba wybrać, nie da się zatrzymać biegu wydarzeń i schować głowę w piasek. A chodzi najczęściej o ludzkie życie. Za swoje wybory, bohaterowie powieści płacą głową swoją lub narażają cudzą. Tertium non datur.

    W Single & Single nie pada nawet jedno słowo na temat wartości, ale to o nie właśnie chodzi, to one są stale obecne w tle. W gruncie rzeczy mamy do czynienia z literaturą psychologiczną sięgającą podstaw humanizmu. Na dodatek wszystko odbywa się w spokojnej (do czasu) angielskiej atmosferze, mnóstwo szczegółów jest dopiętych na ostatni guzik i wydarzenia wyglądają tak prawdopodobnie, że ma się nieodparte wrażenie, że wydarzyły się naprawdę i czytamy fabularyzowany reportaż. Zresztą, kto wie, może to wrażenie jest prawdziwe. W każdym razie stary mistrz, potwierdza po raz kolejny doskonałą formę. Bez wahania 9/10.

    John Le Carré, Single & Single, Amber 1999

  • Książki

    Mistrz

    W Szpiegu doskonałym Le Carré opisuje losy oficera angielskich tajnych służb Magnusa Pyma, który zdradził i przez wiele lat był podwójnym agentem. Dostrzegamy tu odległą inspirację Kimem Philbym. Natomiast na pewno pierwowzorem ojca Magnusa, Ricka Pyma był z kolei ojciec Le Carrego, Ronnie, cwaniak, biznesman-bakrut i oszust. Smaku całej tej grze z czytelnikami dodaje także i to, że Magnus do współpracy z Sowietami został zwerbowany w Wiedniu, a tam właśnie karierę w brytyjskim wywiadzie rozpoczynał David Cornwell, czyli John Le Carré.

    W tej książce mamy znacznie więcej psychologii i analizy uwarunkowań rodzinnych niż klasycznej szpiegowskiej roboty. Zwłaszcza całokształt relacji z ojcem, regularnym oszustem i mitomanem, rzutował na całą późniejszą drogę Pyma, zwłaszcza na jego swoisty immoralizm i perfekcyjną zdolność do przybierania takiej postawy, jakiej oczekuje od niego środowisko, w którym aktualnie się znajduje. Czy ludzie o takim model charakterologicznym powinni lądować w wywiadzie. Zdecydowanie nie, ale niestety wszyscy dowiedzieli się o tym po czasie.

    Mistrz Le CarreLe Carré potwierdził tą książką, że jest najlepszym autorem powieści sensacyjnych, co już wcześniej napisałem w notce poświęconej Małej Doboszce. Teraz przy okazji refleksji o Szpiegu doskonałym dodam, że w ogóle w dziedzinie litery powojennej Le Carré należy do grona pisarzy najlepszych i szufladkowanie go tylko do sensacji robi mu krzywdę. Jest wnikliwym obserwatorem, jego postacie mają głęboko przemyślany, spójny model osobowości. Często zwraca uwagę w swoich książkach na koszty wyborów, których dokonujemy. Jego bohaterowie często chcą dobrze, ale czynią źle. Wyrządzają krzywdę innym ludziom, mimo iż bardzo chcieliby tego uniknąć. Jeszcze częściej płacą wysoką cenę za swoje wybory. A przecież tego typu refleksje są rdzeniem dobrej literatury od czasów starożytnych. Uderzam w wysokie tony, ale myślę, że uzasadnione, bowiem Le Carre został zaklasyfikowany do literatury sensacyjnej, a w rzeczy samej jest to po prostu literatura przez duże „L”.

     

  • Film,  Książki,  Teatr

    Podsumowanie roku 2009

    Rok się skończył, wszyscy piszą jakieś podsumowania, zatem pomyślałem, że i ja coś napiszę. Zacząłem pisać tę notkę w styczniu kończę pod koniec lutego, trudno. Blog piszę od niedawna, ale ważniejsze spotkania z dziełami kultury z poprzedniego roku trafiły do Fotela przy kominku lub są w trakcie trafiania. Najciekawszy był Teatr, mnóstwo doskonałych przedstawień, mam kłopot ze wskazaniem najlepszych. Do pierwszej trójki wskazuję (A)polonię Warlikowskiego, Szczęśliwe dni Becketa w reż. Cieplaka (Teatr Polonia) oraz Napis w reż. Macieja Englerta w Teatrze Współczesnym.  Tuż za nimi są jeszcze Trzy siostry (Teatr Polonia), Porucznik z Inishmore i To idzie młodość (oba Teatr Współczesny).

    Napis i Szczęśliwe dni na blogu już zagościły, Porucznika z Inishmore odwiedziłem z opóźnieniem, mimo że przed wypadem zwiedzaniowym do Irlandii koniecznie chciałem go zobaczyć; sztuka doskonała, ale też dobrze opisana przez innych recenzentów, podobnie jak To idzie młodość. Od dawna na wpis czeka (A)polonia, ale materia stawia opór. Trzy siostry i Czechow w ogóle, to inny świat, na inną rozmowę, właśnie TVP Kultura powtórzyła wszystkie podstawowe inscenizacje jego sztuk, w tym absolutnie upojny Wiśniowy sad (w reżyserii Andrzeja Domalika z doskonałą Jandą) i Iwanowa (Jana Englerta) oraz zupełnie żenujący sowiecki Utwór na pianolę , powiem tylko, że u Czechowa występują ziemianie, a u Michałkowa kołchoźnicy (na marginesie: do diabła skąd ta miłość do wszelkiego barachła z czasów sowieckich, kto tam układa program).

    Z kinem sytuacja była prosta. Najlepszy, zachłystujący był Gran Torino. Odkryłem Hanekego po obejrzeniu Pianistki, na pewno ten reżyser będzie obserwowany, tym bardziej, że Biała wstążka już kandyduje do miana mojego najlepszego filmu roku 2010. Pod prąd powszechnej opinii idzie moja niska ocena Bękartów wojny (zob. notkę).

    Świat książek niczym nie porwał. Mistrzów czytałem niedużo, adepci niczym nie zaskoczyli. Po długim namyśle w kategorii prozy palmę pierwszeństwa przyznaję Eustachemu Rylskiemu, ale głównie za stare utwory, choć dopiero teraz przeze mnie przeczytane Stankiewicz i Powrót a z nowych Warunek. Próby krytycznoliterackie w postaci Po śniadaniu mistrzowskie nie były, choć eseje poświecone Camusowi i Turgieniewowi, uzasadniały nabycie zbiorku.

    Klasę potwierdził Le Carre, Mała doboszka czytana w zeszłym roku to po prostu arcydzieło, że o innych jego dziełach nie wspomnę.

    W stan kompletnego pomieszania umysłowego wprowadził mnie Jonathan Littell książką Łaskawe. Z jednej strony wspaniała epicka panorama niemieckiego faszyzmu, perfekcyjnie zgodna z realnymi wydarzeniami historycznymi. Z drugiej strony obsceniczny modernizm. Z trzeciej strony czyta się z przyjemnością mimo gigantycznych rozmiarów, z czwartej strony budzi wątpliwości wieloma sformułowaniami trącącymi rewizjonizmem historiograficznym. Na koniec sam nie wiem, co o tej książce sądzić. Jak opinię miałbym wyrazić w jednym zdaniu, to nie potrafię. Chyba pierwszy raz coś takiego mi się przytrafiło.

  • Książki

    Mała Doboszka

    Tytułowa mała doboszka, to aktorka z offowej trupy teatralnej, która została zwerbowana przez wywiad izraelski, aby odegrać rolę w „teatrze życia”, wcielić się w kochankę terrorysty, a tak naprawdę prawdziwym jej celem ma być dotarcie do jego zakonspirowanego brata będącego mózgiem całej rozgałęzionej siatki. Jak widać, istotę fabuły można opowiedzieć jednym zdaniem, książkę mimo to czyta się z ogromnym zainteresowaniem. Dlaczego? Gdzie tkwi geniusz pisarski Le Carre’go?

    Każdy czytelnik udzieli zapewne innej odpowiedzi. Dla mnie najciekawsze były szczegóły całej operacji, drobiazgowe przygotowania, podczas których nie pominięto żadnego detalu. Ekipa Mossadu była rozrzucona po kilku krajach i pracowała na wielu polach: od fałszowania listów i stworzenia fikcyjnego pamiętnika, przez śledzenie terrorystów, stworzenie fikcyjnego więzienia, w którym prowadzono przesłuchanie według specyficznego i oczywiście wcześniej przygotowanego scenariusza, aż po wykreowanie i pozyskanie szefa grupy dochodzeniowej niemieckiej policji. Żaden drobiazg nie został pominięty. Myszkowanie po kulisach tak rozległej operacji jest na prawdę wciągające, bo pokazuje realia pracy służb wywiadowczych. Nic nie pozostawiono tu przypadkowi, ani improwizacji agenta typu Bond. Przedsięwzięcie jest dla czytelnika porywające, nie ze względu na efekty kina (powieści) akcji, ale z powodu finezji planistycznej, przygotowaniu masy szczegółów i przewidzeniu wszystkich scenariuszy i jeszcze skoordynowania w czasie różnych wydarzeń.

    Z tego jednak nie powstałaby jeszcze wielka literatura. Główni bohaterowie wplatani w te wielkie przedsięwzięcie planistyczno-logistyczne zachowują cechy ludzkie. Widzimy genialnie przedstawioną galerię postaci z nakreślonymi wnikliwymi portretami psychologicznym. Dowiadujemy się w ten sposób wiele o naszych bliźnich, o człowieku w ogóle, a o nas samych w szczególności. Wielokrotnie podczas lektury zadawałem sobie pytanie, jak ja bym się zachował w danej sytuacji, czy wytrzymałbym tę szaloną presję.

    Le Carre nie przedstawia rzeczywistości lukrowanej. Za pracę w tajnych operacjach, za stałe udawanie, chowanie się za maskami, manipulowanie innymi ludźmi bohaterowie płacą niemałą cenę. Nic w ich życiu nie jest tak jak przedtem, a oni sami stają się innymi ludźmi. Daje to do myślenia i po lekturze wydaje się, że my też jesteśmy kimś innym niż przed nią.

    Książki Le Carre’go łączą interesującą fabułę, wciągającą akcję z psychologicznym pogłębieniem i namysłem nad istotą działań tajnych służb. Pokazują człowieka uwikłanego w sprzeczności między walką i obowiązkiem a miłością i konfliktami lojalności. Mała doboszka ma wszystkie najlepsze cechy twórczości Le Carre’go i jest jedną z najlepszych jego powieści.