• Zwiedzamy

    Muzea w Bydgoszczy

    Właśnie z żoną byliśmy na kilkudniowym wypadzie zwiedzaniowym w Bydgoszczy. Jednym z powodów odwiedzenia tego miasta były prace Leona Wyczółkowskiego przechowywane w tamtejszym Muzeum Okręgowym.

    Jak się okazało, nie było to proste. Najpierw próbowaliśmy dotrzeć pieszo. Na Wyspę Młyńską dotarliśmy o 16.15, po spacerze na Starym Mieście i odwiedzeniu katedry. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy zastaliśmy zamknięte drzwi. Muzeum powinno być czynne do 19.00, ale godziny otwarcia ograniczono do 16.00, tak jak przed sezonem, a przecież mamy  środek lata. Trudno.

    Następnego dnia meldujemy się o 10.00, by znów nie paść ofiarą kolejnych ograniczeń. Dojeżdżamy samochodem. Wyspa, na której znajduje się galeria, ma bardzo mało miejsc parkingowych, ale jest parking „dla muzeum”, a na nim wolne miejsce. Pełne szczęście. Przedwcześnie. Wypada na nas strażnik i nakazuje natychmiastowy odjazd, bo parking jest tylko dla pracowników. Interpretacja, że „dla muzeum” oznacza dla „pracowników muzeum” mogłaby być śmieszna, gdyby nie to, że w realu oznacza pożegnanie się z perspektywą odwiedzenia Wyczółkowskiego, bo harmonogram był napięty, zresztą m. in. też za przyczyną innego muzeum, które też było czynne jak „przed sezonem”. Ostatnia próba, to prośba, aby strażnik skontaktował się z szefostwem i pozwolił nam na godzinę jednak stanąć. Nic z tych rzeczy, kierownictwo też nakazuje błyskawiczny odjazd, a najbliższy dostępny parking  jest po drugiej stronie Starego Miasta. No i Wyczółkowskiego nie zobaczyliśmy.

    Jeden z budynków fabryki materiałów wybuchowych w ExploseumTego samego dnia odwiedziliśmy Exploseum, czyli trasę poprowadzoną po pozostałościach niemieckiej fabryki amunicji DAG z czasów Drugiej Wojny Światowej. Doskonały pomysł, ciekawa ekspozycja, wszystko razem robi duże wrażenie. Pierwotnie  fabrykę można było zwiedzać w grupach oprowadzanych przez przewodnika. Ale przewodników zwolniono, a zwiedzających puszczono samopas. Nic by w tym nie było dziwnego, gdyby we wszystkich halach produkcyjnych były tablice informujące, co, gdzie i w jaki sposób było wytwarzane. Przewodnicy zapewne padli ofiarą tej samej fali oszczędności zrobionej przez burmistrza Bydgoszczy. Oczywiście także skrócono godziny otwarcia.

    Na całym świecie turystyka jest źródłem przychodów i w czasie pandemii koronawirusa wszyscy starają się jej dopomóc, aby mogła działać jak w normalnych warunkach. W Bydgoszczy jest inaczej – tu turystyka jest źródłem kosztów, które się tnie. Najlepiej wyciąć do zera.

    A Wyczółkowskiego zobaczę sobie w Krakowie. Tam samochód zaparkuję koło muzeum i wejdę do niego nawet po 16.00.

    PS Jednym z warunków towarzyszących przekazaniu miastu Bydgoszcz spuścizny po Leonie Wyczółkowkim była jej popularyzacja. Czy na pewno ten warunek jest spełniony?

    PS2 Nie rozumiem, jak przy 8-godzinnym dniu pracy, muzeum może być otwarte przez 6 godzin. Rozsądne minimum to 7 godzin, a przy łebskim zarządzaniu jeszcze dłużej.

    PS3 Narodowe w Krakowie podlega pod Ministerstwo Kultury, a nie pod lokalny samorząd, może to dlatego otwarte jest dłużej, a goście nie są traktowani jak kłopotliwe obciążenie.

  • Zwiedzamy

    Toskania, moja miłość

    Ciągle było żal porzuconego blogu. Zatem z jakiejś bliżej niezidentyfikowanej potrzeby przywracam go do życia.

    Zaczynam niezobowiązująco od fotograficznego podsumowania rodzinnego objazdu  po Toskanii. Wybrałem po jednym, dwa zdjęcia z każdego odwiedzonego miasta. Daje to autorski obraz najciekawszych rzeczy w Toskanii.

    Zanim do Toskanii dojechaliśmy, na jeden dzień zatrzymaliśmy się w Wenecji. Tutaj nie sposób być oryginalnym. Wybrałem Pałac Dożów. Co prawda pochodzi on z X wieku, ale sala ze zdjęcia (Sala delle Quattro Porte) wystrój zawdzięcza sztuce XVI wieku, choć najpóźniejszy obraz Tiepola pochodzi z połowy wieku XVIII. Po prostu bajka. W ogóle Pałac Dożów można zwiedzać przez tydzień próbując porozwiązywać wszystkie zagadki ikonograficzne i napawać się nieprawdopodobnym kunsztem architektonicznym i malarskim.

    Sala delle Quattro Porte, Pałac Dożów Wenecja

    Później był objazd po mniejszych miejscowościach Toskanii. Zaczęliśmy go od opactwa Monte Olivetto Maggiore. Słówko „maggiore” w nazwie jest jak najbardziej zasadne, bowiem jest to największy klasztor w Toskanii. Mieszkają tam z dawien dawna i dziś także biali benedyktyni. Na zdjęciu wirydarz.

    Monte Olivetto Maggiore, wirydarz

    Kolejne miejsce to mało znany klasztor Sant’Antimo. Piękna, stara, romańska budowla powstała przy szlaku pielgrzymkowym Via Francigena. Ponieważ klasztor i kościół są na tyle mało znane, że nie występują nawet w obszernych przewodnikach, pokazuję dwa zdjęcia. Najpierw kościół, którego najstarsza część pochodzi z IX wieku. Na kolejnym kapitel przedstawiający Daniela w jaskini lwów.

    Sant AntimoSant Antimo, Daniel w jaskini lwów

    A tutaj kolegiata w San Quirico d’Orcia. Zafascynowały mnie te zawiązane na supeł kolumny

    San Quirico d’Orcia

    Pienza jest miastem stworzonym przez papieża Piusa II jako idealne miasto renesansowe. Wszystkie prace budowlane zostały zakończone w trzy lata! Koszty były bajońskie, ale udało się zdążyć. Warto polecić to tempo refleksji współczesnych polityków. Fotka pokazuje, że założenie było ogromne, a jednak zdążyć się udało

    Pienza, miasto Piusa II, katedra, duomo

    W pięknym, malowniczo położonym miasteczku Montepulciano zdumiewa do dzisiaj katedra z nieskończoną elewacją. Ciekawe, że później nikogo nie korciło, aby coś poprawić czy dobudować.

    Montepulciano, katedra, duomo

    Kościoły z Lukki trudno zapomnieć. Dla mnie najbardziej charakterystyczny był kościół San Michele in Foro. Pokazuję zarówno cała fasadę, jak i detal.

    San Michele in Foro, fasada

    San Michele in Foro, detal fasady

    Cóż można wybrać z Pizy? Zdecydowałem się na fasadę katedry, jej oryginalne wezwanie brzmi tak ładnie, że się nim posłużę Duomo di Santa Maria Assunta. Z zdjęcie zostało zrobione z górnego obejścia baptysterium. A oprócz tego ambona autorstwa Giovanni Pisano. Rodzina Pisanów stworzyła kanon rzeźby renesansowej. Ich prace są upojne.

    Piza, Duomo di Santa Maria Assunta, fasada, widok z baptysterium

    Pisa

    Volterra uchodzi za miasto Etrusków i alabastru. Zatem pokazuję nagrobek z Muzeum Etrusków i oryginalną rzeźbę z Muzeum Alabastru.

    Volterra, Muzeum Etrusków, nagrobekVolterra, Muzeum alabastru

    Z Florencji można by pokazać kilkadziesiąt zdjęć. Skoro muszę zdecydować, to wybieram fasadę katedry Santa Maria del Fiore. Jako ciekawostkę pokazuję widok niejako z odwrotnej strony. Tak widać tyły fasady z kopuły katedry, na którą udało się wspiąć. Przy okazji to także fragment panoramy Florencji.

    Florencja Duomo_Santa_Maria_del_Fiore, fasada

    Florencja Duomo_Santa_Maria_del_Fiore, widok z kopuły

    Trafiliśmy też do pięknego miasteczka Montereggioni, w którym czas się zatrzymał i wszystko zostało tak, jak w średniowieczu wybudowano.

    Monteriggioni widok z murów

    San Gimignano uchodzi za średniowieczny Manhattan, z powodu lasu wysokich wież, jakie wtedy wybudowano. Dla mnie co najmniej równie ciekawe jest pozostawienie oryginalnej, kompletnej zabudowy średniowiecznej. To stosunkowo duże miasto pozostało w stanie niezmienionym, nie spaprane późniejszymi przebudowami. Robi wrażenie. Plus najlepsze lody we Włoszech.

    San Gimignano

    Ze Sieną jest tak samo, jak z Florencją, można wybrać mnóstwo obiektów wartych przedstawienia. Tak samo, jak we Florencji, wybieram fasadę katedry. Dodatkowo zamieszczam powiększenie kolumienek; pokazuje ono troskę o detal, zróżnicowanie, bogactwo, a także dwubarwność tej architektury.

    Siena Duomo_dell'Assunta_fasada_Giovanni_Pisano

    Siena Duomo_dell'Assunta_fasada_Giovanni_Pisano, detal

    I to prawie koniec. W drodze powrotnej jeszcze wizyta w Rawennie. Tutaj najpiękniejsze dla mnie było Mauzoleum Galli Placidii Warto tylko nadmienić, że jest ono szczytowym wytworem sztuki rzymskiej, nie bizantyjskiej, jak uporczywie wielu twierdzi. Poza tym pokazuję już znacznie mniej finezyjne mozaiki z San Apolinare Nuovo, przywołane tutaj tylko z powodu jednego maleńkiego detalu. Proszę zwrócić uwagę, że bez żadnej przyczyny na kolumnie znajduje się ręka. Jest to ślad po wcześniejszych postaciach z czasów Teodoryka, które po podboju Rawenny przez Bizantyjczyków zostały usunięte, cos niecoś jednak pozostało.

    Rawenna, Mauzoleum Galli PlacidiiSan Apolinare Nuovo

    A w takim domu mieszkaliśmy. Oryginał z XIX wieku.

    Dom w Toskanii

    I to już koniec włoskiego wypadu, dalej już tylko żmudna droga z przystankiem pod Wiedniem u naszej przeuroczej rodziny.

     

    

  • Zwiedzamy

    Wyprawa na Sycylię

    W weekend majowy udało się wykonać wraz ż żoną kilkudniowy wypad na Sycylię. Odwiedziliśmy Palermo, Monreale, Cefalú, Ennę, Etnę, Taorminę, Katanię, Syrakuzy, Noto i Piazza Armerinę.

    Palermo

    Pierwsze zdjęcie, jakie zrobiliśmy na Sycylii to Porta Nuova, czyli Brama Karola V (z XVI wieku), która na północnej fasadzie przedstawia symbole ludów podbitych przez Habsburgów.

    Palermo, wieża karola V, widok od północy

    Oprócz tego w Palermo najciekawsze były: Capella Palatina w Palazzo dei Normani i kościoły San Cataldo i San Giuseppe dei Teatini.

    Palazzo dei Normani pochodzi z XII wieku, zbudowany został przez Rogera II, z wykorzystaniem wcześniejszego zamku Saracenów. Później był wielokrotnie przebudowywany i powiększany. Z zewnątrz stanowi zlepek wszystkich możliwych stylów, przegląd epok i pomysłów budowlanych.

    Palermo, Palazzo dei Normani

    W jego wnętrzu mieści się przepiękna Capella Palatina. W jej wystroju widać znaczenie wpływów arabskich, bo jeszcze wtedy muzułmańscy rzemieślnicy działali na Sycylii. Zatem można powiedzieć, że to sztuka chrześcijańska w treści, ale w znacznym stopniu arabska w formie. Oczywiście wiele mozaik ma charakter bizantyjski, bo Sycylia w owym czasie ulegała też wpływom Konstantynopola.

    Palermo, Capella Palatina w Palazzo dei Normani

    Palermo, Capella Palatina w Palazzo dei Normani

    Palermo, Capella Palatina w Palazzo dei Normani

    Największe jednak wrażenie zrobił na mnie strop. Niestety zdjęcie nie ukazuje jego całej finezji – mięsistości dekoracji, stalaktytowych podwieszeń czy gwiaździstych kasetonów.

    Palermo, Capella Palatina w Palazzo dei Normani

    Kościół San Cataldo pochodzi z tego samego okresu, z XII wieku. Fundacja jest dużo skromniejsza, ale pokazuje jaka sztuka wtedy dominowała. Warto zwrócić uwagę, jak charakterystyczne czerwone kopuły wyglądają od wewnątrz.

    Palermo, San Cataldo

    Palermo, San Cataldo

    A że i tu nie brakowało polotu dekoracyjnego pokazuje posadzka pochodząca z okresu budowy kościoła, czyli tez z XII wieku.

    Palermo, San Cataldo

    Na koniec zwiedzania Palermo: kościół Teatynów. Ciężki, bogaty w zdobienia barok. Taki też mi się podoba, oczywiście o ile w mistrzowskim wykonaniu. Po widoku ogólnym na nawę główną, zbliżenie sklepienie i na kropielnicę przynoszoną przez zlatującego anioła. Piękne.

    Palermo, kościół Teatynów

    Palermo, kościół Teatynów

    Palermo, kościół Teatynów

    Monreale

    Najważniejszym zabytkiem Królewskiej Góry jest katedra, Duomo, wybudowana w ekspresowym tempie w 1174 roku na zlecenie Wilhelma II (wnuka wspomnianego Rogera II, pierwszego normańskiego króla Sycylii i Neapolu), który chciał wygrać rywalizację z arcybiskupem Palermo. Podobnie jak w Capella Palatina wystrój wnętrza według estetyki arabskiej i bizantyjskiej.

    Duomo Monreale

    Duomo Monreale

    W tej same katedrze w transepcie północnym barokowy ołtarz.

    Duomo Monreale

    Klasą samą dla siebie są krużganki  obok katedry. To jedyny raz, kiedy na zdobieniach kolumienek krużganków wykorzystano tylko motywy arabsko-bizantyjskie, a kolumienki zwieńczono romańskimi kapitelami.

    Duomo Monreale, wirydaż

    Duomo Monreale, wirydaż

    Cefalú

    W Cefalú także katedra normańska, zbudowana w 1140.  Tym razem bardziej surowa. Tylko mozaiki absydy bardzo podobne do Monreale i Capelli Palatiny.

    Cefalú, katedra

    Cefalú, katedra

    Cefalú, katedra

    Obok katedry zachował się wirydarz. Kolumny zniszczone lub wymienione na nowe. Natomiast zaskakują fenomenalne romańskie kapitele, wybrałem te z arką Noego i gryfami.

    Cefalú, katedra, wirydaż, romański kapitel

    Cefalú, katedra, wirydaż, romański kapitel

    Nad miastem góruje Rocca, czyli skała, a na niej ruiny zamku z czasów normańskich, widoczne również z plaży, czyli z najniższej części Cefalú.

    Cefalú, Nad miastem góruje Rocca, czyli skała, a na niej zamek

    Cefalú, Nad miastem góruje Rocca, czyli skała, a na niej zamek

    Enna

    Z północnej Sycylii nasyconej zabytkami z czasów normańskich, przenieśliśmy się do centrum Sycylii, czyli do Enny, uroczego miasteczka położonego na wysokości 1000 m npm.

    Enna, widok z oddali

    W nim zaś najbardziej spodobała się nam katedra i ruiny zamku Castello di Lombardia z XIII w.

    Enna, katedra

    Enna, zamek

    Taormina

    W Taorminie zaczęła się nasza przygoda teatrem greckim i rzymskim. Zachował się tutaj Teatro Greco, który w istocie swojej jest Teatro Romano, bo Rzymianie go kompletnie przebudowali w I w. n.e. i po greckim pierwowzorze pozostały tylko nikłe ślady. I zamiast greckich tragedii publiczność ekscytowała się walkami gladiatorów i dzikich zwierząt.

    Taormina Teatro Greco Romano

    Oprócz głównego teatru, zachowały się też w Taorminie, pomiędzy kościołem a budynkami mieszkalnymi,  pozostałości po odeonie (III w. p.n.e.), czyli małym teatrze, gdzie recytowano poezje.

    Taormina Teatro Odeon, pośród miejskiej zabudowy

    Katania i Noto

    Katania została kompletnie zniszczona przez trzęsienie ziemi i wybuch Etny w końcu XVII w., po czym została odbudowana w pięknym stylu barokowym. Na szczęście przed zniszczeniami ochronił się teatr rzymski, którego dobrze zachowane pozostałości możemy oglądać.

    Catania, Teatro Romano

    Catania, Teatro Romano

    Z zabudowy barokowej najbardziej zafascynowały nas kościoły z finezyjnymi falującymi fasadami. Wnętrza nie były już tak oryginalne, zatem poprzestaję na dwóch fasadach: Sant’Agata i San Placido.

    Catania, Santa Agata

    Catania, San Placido

    Warto dodać, że taka sama historia przytrafiła się miasteczku Noto. Też zostało kompletnie zniszczone przez Etnę i zbudowano całkowicie od nowa. Powstało w ten sposób coś uroczego.

    Notto, widok na starówkę z wież kościoła klarysek

    Noto, kościół jezuicki św. Karola Boromeusza, 1739, z lokalnego złotego wapienia

    Notto, wnetrze kościoła Santa Chiara, św. Klary

    Żeby nie była za sielankowo, dopada nas w Noto historia najnowsza, którą uosabia przejmujący pomnik ofiar pierwszej wojny światowej.

    Noto, pomnik ofiar I wojny światowej

    Etna

    Skoro wspomnieliśmy o zniszczeniach sianych przez wybuchy Etny, to może warto pokazać, jak ów wulkan wygląda. Poniżej zdjęcie krajobrazu z odległości kilkuset metrów od krateru. Taki krajobraz jednak ciągnie się kilometrami. Skoro lawa dotarła w 1693 roku aż do Katanii, łatwo wyobrazić sobie skalę zniszczeń.

    Etna

    Syrakuzy

    W Syrakuzach najciekawsze były dwa obiekty. Pierwszy to katedra na wyspie Ortygia. Powstała ona w VII w. poprzez zabudowanie kolumn starożytnej świątyni Ateny. Szczęśliwie mury zachowały stan oryginalny z VII w. i możemy zobaczyć owe oryginalne kolumny z V wieku pne, kiedy to świątynia Ateny powstała.

    Syrakuzy, Ortgia, katedra

    Syrakuzy, Ortgia, katedra

    Syrakuzy, Ortgia, katedra

    Drugi ciekawy obiekt to Teatro Greco, tym razem to bodaj jedyny na Sycylii w całości oryginalny teatr grecki (po 270 r.  p.n.e.) Na zdjęciach widać właśnie stawiane zabudowania, które są przygotowaniem do festiwalu greckich tragedii odgrywanych w tym miejscu. Oj, chętnie by się coś takiego zobaczyło, ale niestety trzeba było wracać.

    Srakuzy, Teatro Greco

    Srakuzy, Teatro Greco

    Grecy na sztuki teatralne wybierali się całymi rodzinami, jak na całodniową wycieczkę lub imprezę integracyjną, zatem potrzebne były im bary, sklepiki itd. Te właśnie znajdowały sobie miejsce w wykutych w skale niszach.

    Srakuzy, Teatro Greco

    Piazza Armerina

    Na koniec przeglądu sycylijskich rarytasów willa rzymska ze wspaniałymi (najlepszymi na świecie, naprawdę) mozaikami z IV w n.e. Istnieje uzasadnione domniemanie, że willa przynależała do cesarza Maximianusa, tetrarchy z czasów Dioklecjana. Wskazuje na to jej wielkość, bogactwo i niektóre sceny uwiecznione na wspomnianych mozaikach, np. sceny polowań na dzikie zwierzęta, które cesarz, jako namiestnik Afryki dostarczał do rzymskich teatrów. Poza tym jednym z pomieszczeń w całym kompleksie była bazylika (ozdobiona przy użyciu 16 gatunków marmuru!), a taka potrzebna była tylko panującemu.

    Zdjęcia są nie najlepszej jakości, proporcjonalnie do warunków oświetleniowych. Najpierw najbardziej znane lekkoatletki w bikini, później dwie sceny z polowań, na koniec zabawy dzieci (mozaika z komnaty, gdzie one spały).

    Piazza Armerina, mozaiki z willi rzymskiej

    Piazza Armerina, mozaiki z willi rzymskiej

    Piazza Armerina, mozaiki z willi rzymskiej

    Piazza Armerina, mozaiki z willi rzymskiej

    Na koniec powinno być zdjęcie samolotu startującego z Palermo. To nie było możliwe. Pozostaje zatem tylko wyrazić żal, że wypad był tak krótki i nie wszystko dało się zobaczyć – ze stratą nie tylko dla uczestników, ale i dla czytelników tego bloga.

  • Zwiedzamy

    Otto Wagner i jego szkoła

    Otto Wagner und seine Schule, okładkaTytułowy Otto Wagner był jednym z głównych twórców wiedeńskiej secesji. Poniżej kamienica Wienzeile 40 przez niego zaprojektowana

    Wienzeile_40

    Oscar Felgel, 1903Dla przedstawionej tu pracy ważniejsze jest jednak to, że Otto Wagner był wykładowcą Akademie der bildenden Künste (Akademii Sztuk Pięknych) w Wiedniu. Zgromadził dookoła siebie liczne grono studentów i młodych architektów. Panowała tam atmosfera twórczych poszukiwań, konstruowania nowych założeń. Mistrz nie ograniczał uczniów swoimi poglądami, zachęcał do tworzenia własnych, unikalnych projektów. To właśnie atmosfera wolności i kreatywności była cechą charakterystyczną szkoły Otto Wagnera. Jego uczniowie tworzyli zarówno sztukę dekoracyjną (na zdjęciu obok), jak odwoływali się do prostych, klasycznych założeń w architekturze (poniżej).

    Rudolf Perco, 1906/07

    Omawiana książka, bardzo miły prezent z Wiednia, za który dziękuję, stanowi podsumowanie twórczości jego uczniów. W znakomitej większości składa się z projektów. Niestety autor, w bardzo skrótowym tekście i lakonicznych podpisach pod ilustracjami nie informuje, które z nich zostały zrealizowane. Można się domyślać, że większość pozostała w fazie projektowej. Zatem mamy do czynienia, z wielkim, bogatym, zróżnicowanym projektem miasta, które nigdy nie powstało. Dla jednych to będzie zaleta, dla innych wada.

    W każdym razie książka jest  interesująca, bogato ilustrowana (ok. 400 ilustracji) i starannie wydana; 8/10 ocenę obniża lakoniczność tekstów.

    Otto Wagner und seine Schule, Verlag Walter Zednicek, Vien 2008

  • Zwiedzamy

    Dobra wigierskie Ambrosiewicza, czyli klasztor kamedułów nad Wigrami

    Maciej Ambrosiewicz, Dobra wigierskie, recenzja blogKto nie zna zespołu pokamedulskiego położonego na malowniczym cyplu nad Wigrami. Mnóstwo osób odwiedza ten obiekt nęcący przeuroczym położeniem i aurą tajemniczości otaczającą klasztor zakonników eremitów.[1] Przed ostatnia wizytą trochę się przygotowałem i nabyłem opracowanie poświęcone temu obiektowi, aby tym razem popatrzyć na niego bardziej widzącymi oczami.

    Książka Dobra wigierskie pozytywnie mnie zaskoczyła. Jej autor był przez lata pracował w lokalnych instytucjach ochrony zabytków i na koniec został dyrektorem Muzeum wigierskiego. Zgodnie z oczekiwaniem opisy obiektów, stanu ich zachowania i zabytków artystycznych z nimi związanych są na poziomie wzorowym zarówno co do poziomu merytorycznego jak i w zakresie szczegółowości.

    Spełnienie oczekiwań to niemało, ale książka pozytywnie zaskakuje kilkoma jeszcze elementami. Po pierwsze jest ilustrowana licznymi zdjęciami o niebanalnych walorach artystycznych. Widzimy na nich nie tylko ilustracje historyczne przedstawiające wygląd zespołu klasztornego w przeszłości, ale również współczesną dokumentację fotograficzną (co zrozumiałe) i liczne artystyczne zdjęcia jeziora Wigry o charakterystycznej, poszarpanej linii brzegowej (co rzadkie w tego typu publikacjach). W efekcie widzimy klasztor w całym otoczeniu przyrodniczym podkreślającym dodatkowo piękno tego miejsca.

    Ponadto Maciej Ambrosiewicz rozbudował swoja książkę o bardzo interesujące informacje na temat działalności gospodarczej kamedułów wigierskich. Pojawili się oni na wigierskim ostrowiu w 1668 roku, na bazie przywileju Jana Kazimierza, w którym nadawał im na własność wyspę na jeziorze Wigry oraz leśnictwa przełomskie i perstuńskie, w zamian za co zakonnicy mieli zbudować klasztor dla dwunastu eremitów oraz postawić kościół.[2] W ten sposób kameduli weszli w posiadanie rozległych dóbr. Już w momencie nadania prowadzono w nich intensywna działalność gospodarcza polegającą na wytopie żelaza z powierzchniowo zalegającej na tamtym terenie niskoprocentowej rudy. W 1668 roku istniało już na tym terenie osiem osad trudniących się wytopem, stąd do dzisiaj zachowane nazwy miejscowości takie jak Gawrychruda czy Maćkowa Ruda. Zakonnicy zintensyfikowali tę działalność tworząc ze swoich dóbr dobrze prosperujące przedsiębiorstwo. Mimo przeczytania Dóbr wigierskich ciągle pozostaje dla mnie zagadką, jak kilkunastu eremitów, którzy nie mogli opuszczać klasztoru i mieli liczne ograniczenia w kontaktach ze światem zewnętrznym, mogło zarządzać tak rozległą działalnością. Na pewno posługiwali się różnymi świeckimi zarządcami, ale tym niemniej pozostaje tu ciekawe pole do dociekań – może na przykład zatopieni w suwalskiej puszczy nie przestrzegali tak dokładnie swojej surowej reguły.

    Koniec szlacheckiej Rzeczypospolitej oznaczał również kres bytności kamedułów na tym terenie. Znalazł się on bowiem na obszarze zaboru pruskiego, a rząd pruski skonfiskował w 1796 roku dobra klasztorne i w cztery lata później dokonał kasaty tego zakonu, wywożąc mnichów do warszawskich Bielan. Jednocześnie ustanowiono tu biskupstwo wigierskie, które przetrwało do 1823 roku, kiedy to zostało przeniesione do Sejn. W Wigrach pozostała jedynie uboga parafia, co oznaczało powolny proces dewastacji kościoła i bardzo szybki proces ruiny zabudowań pokamedulskich.

    W czasie obu wojen cały obiekt był poważnie zrujnowany, zatem po 1945 roku przystąpiono do jego odbudowy, a właściwie budowy od podstaw przy posiadaniu znikomych danych dokumentacyjnych o jego pierwotnym wyglądzie. Dzisiaj widzimy zabudowania klasztorne, które w okresie powojennym zostały zbudowane od podstaw, w taki sposób, tak jak architekci sobie wyobrażali ich oryginalny kształt (wyjątkiem jest tylko kościół). Przy okazji popełniono sporo oczywistych błędów, których symbolem jest zdumiewające nazewnictwo. Na przykład główny budynek, w którym mieści się obecnie Dom Pracy Twórczej (świadczący zresztą dla postronnych usługi hotelowe) nazwany został kaplicą kanclerską (mimo, iż z przeznaczeniem sakralnym nie ma nic wspólnego). W istocie była to foresteria, czyli dom dla gości zakonu, a kaplica kanclerska stała gdzie indziej. Sama jej nazwa świadczy, że w zabudowaniach dla gości zapewne dożywał swoich dni pod opieką zakonników jakiś kanclerz, niestety nam nieznany. Pokazuje to, jak mało wiemy o historii tego miejsca, a przy okazji dodajmy, że nie znamy nawet nazwiska architekta kościoła.

    Żeby dopełnić wiedzy o losach klasztoru na wigierskim ostrowiu dopowiedzmy, że właśnie podjęto decyzję o powrocie tego obiektu pod władztwo kościelne, ale jego przeznaczenie, jest jeszcze nieznane. Czy da się zamieszkać jak ongi w pokamedulskich eremach? Czas pokaże.

    Maciej Ambrosiewicz, Dobra wigierskie, Wydawnictwo „Hańcza”, Suwałki 2009.


    [1] W Polsce kameduli mają czynny klasztor na krakowskich Bielanach. Poza tym mieli ongi klasztory w na warszawskich Bielanach, w Rytwianach, Bieniszewie, Szańcu k/Pińczowa i Pożajściu – wszystkie ufundowane w okresie baroku. Zakon wywodzi się od św. Romualda z Rawenny (przełom X i XI wieku), a nazwę wziął od miejscowości Camaldoli (pierwotnie Campo di Maldoli). Z Polską św. Romulad miał związek u samych początków naszego państwa. W 1002 roku (jeszcze jako benedyktyn) wysłał dwóch braci na misje do Polski. Zostali oni zamordowani wraz z trzema polskimi towarzyszami koło Międzyrzecza (stąd Pięciu Braci Polskich), a w pobliżu miejsca zbrodni powstał kilka wieków później klasztor w Bieniszewie.

    [2] Zapewne za tym nadaniem stał kanclerz wielki litewski Krzysztof Zygmunt Pac, fundator klasztoru kamedułów w Pożajściu, obecnie na Litwie. Bardzo polecam wizytę i zwiedzenie przepięknego, dużo mniej surowego niż w Wigrach, barokowego kościoła położonego na cyplu wrzynającym się w jezioro. Zabudowania klasztorne są jednak pełniej zrekonstruowane w Wigrach.

  • Zwiedzamy

    Hiszpania i Portugalia, relacja z wyprawy

    Wędrówka po Hiszpanii i Portugalii udała się doskonale. Odwiedziliśmy San Sebastian, Burgos, Madryt, Toledo, Segowię, Avillę, Eskorial, Salamankę, Porto, Coimbrę, Fatimę, Bathalhę, Alcobaçę, Cabo da Roca, Lizbonę, Sewillę, Cordobę, Grenadę, Walencję i Barcelonę. Całość kultury iberyjskiej w kilkunastodniowej pigułce. Mimo iż było to super interesujące, to nie sposób opisać całości wyprawy. Warto natomiast podzielić się tym, co najciekawsze. 

    Salamanka powala na kolana zdobieniami w stylu plateresco polegającym na misternie wykonanych płaskorzeźbach w piaskowcu. Uniwersytet w Salamance pochodzi z 1218 i jest drugim na świecie według starszeństwa uniwersytetem po Bolonii, ewentualnie trzecim, jeżeli uznać pretensje Oxfordu. Aktualny budynek pochodzi z końca XV wieku i został ufundowany przez królów katolickich Izabelę Kastylijską i Ferdynanda Aragońskiego.

    Salamanka

    Sala uniwersytecka w oryginalnym wystroju z XV wieku. Fatalne oświetlenie utrudnia zorientowanie się, że sala jest wypełniona ławkami z surowego, ledwie obrobionego drzewa.

    Salamanka

    Fasada Cathedral Nueva w Salamance, plateresco w całej krasie.

    Salamanka

    A to sklepienie transeptu tej samej katedry. Dopiero duże zbliżenie pokazuje finezje zdobniczą. Zwykle to cudeńko widzimy na wysokości ok. 30 metrów stosownie pomniejszone przez efekt perspektywy.

    W sztuce gotyckiej palmę pierwszeństwa przyznaję katedrze w Burgos. Ogromna, łącząca różne style w dość spójną całość. Zwieńczenie hiszpańskiego gotyku

    Burgos

    Wnętrze katedry w Burgos, na najdalszym planie, rozświetlona, trójpiętrowa kopuła. Wybrałem takie dziwne ujęcie, aby pokazać wielkość katedry i zróżnicowanie podziałów wewnętrznych.

    Burgos

    To ta sama kopuła, ale widziana z zewnątrz. Mimo iż wiele detali jest trudno dostrzegalnych przez normalnych ludzi nie wyposażonych w aparat fotograficzny z powiększeniem, to XV-wieczni rzemieślnicy nie zaniedbali precyzji wykonania detali.

    Burgos

    Wnętrze Kaplicy Constabla. Jest tu wszystko: gotyk, plateresco, styl mudejar.

    Burgos

    Sklepienie w Kaplicy Constabla. Ono naprawdę jest w zwieńczeniu ażurowe.

    Sztuka arabska – i tu będzie oryginalnie – to nie Alhambra w Grenadzie, ale Alkazar w Sewilli, budowany na jej wzór, ale przez władców chrześcijańskich. Bardziej spójny stylistycznie, ale też wysmakowany i co najmniej tak samo dekoracyjnie oryginalny. Podstawowa jego część została zbudowana w XIV wieku przez Piotra I zwanego „Okrutnym” lub „Sprawiedliwym” (w zależności od losu podsądnego) i stanowi niedościgły wzór architektury w stylu mudejar, czyli sztuki uprawianej przez artystów i rzemieślników arabskich pod panowaniem władców chrześcijańskich. Do prac w sewilskim Alkazarze zaangażowano również rzemieślników poddanych muzułmańskich. Oznacza to, że ci sami rzemieślnicy mogli pracować nad Alkazarem w Sewilli i Alhambrą w Kordobie. Tłumaczyłoby to wiele podobieństw architektonicznych i dekoracyjnych, wychodzących spod tej samej ręki.

    Sewilla

    Ozdobna ściana Salonu Ambasadorów, najbardziej reprezentacyjnego pomieszczenia Akazaru, z ażurowymi prześwitami i kolorowymi ornamentami. Poraża ilością zdobień, jak zresztą cały Alkazar.

    Sewilla

    Motyw podkowiastych łuków jest charakterystyczny dla sztuki arabskiej.

    Sewilla

    Rzecz nie do pomyślenia w sztuce zachodniej, czyli filar wsparty na kolumnie. Jak dokładnie się przyjrzeć można zobaczyć zdobienia wersetami z Koranu. Władcom chrześcijańskim to nie przeszkadzało, bo niemożliwe żeby nie wiedzieli, co mają na ścianach własnego pałacu.

    Sewilla

    Wewnetrzne Patio de las Doncellas (Patio Dziewic), jego nazwy odnosi się do daniny 100 dziewic, którą chrześcijańscy wasale musieli raz do roku składać mauretańskim królom. Swoją drogą to ciekawy obyczaj. 

    Mezquita w Kordobie to klasa sama dla siebie. Wielki Meczet został wybudowany przez Abd ar-Rahamana I w VIII wieku, a później był kilkakrotnie rozbudowywany, ale z zachowaniem pierwotnych zasad architektonicznych. O jego wielkości niech świadczy liczba kolumn, które ostatecznie podtrzymywały sklepienia – 1293. W XVI wieku na terenie meczetu wybudowano katedrę, ale nawet pomimo jej słusznych rozmiarów, stanowi ona jedynie mniejszościowy element w całości meczetu i stoi w jego środku. Król Hiszpanii Karol V, który wydał zgodę na tę przebudowę, ostatecznie skomentował ją tak: „stworzyliście coś, co mógł wznieść ktokolwiek w dowolnym miejscu na świecie, a zniszczyliście coś całkowicie wyjątkowego”. Nie można odmówić racji temu stwierdzeniu, ale z drugiej strony, wbrew zamierzeniu budowniczych katedry, jest ona elementem, który przez kontrast podkreśla tylko wielkość i niepowtarzalność meczetu.

    Kordoba

    Takich kolumn było w meczecie 1293, „przypominający wnętrze namiotu las podpór, przywodzi na myśl pustynię” (Jan Morris). A wszystkie one w pełnej regularności i powtarzalności.

    Kordoba

    To jedyna nieregularność w meczecie, występująca przy Mirhabie, miejscu z którego immam prowadził modły. 

    Gaudi jest klasą samą dla siebie i zostanie mu poświecona osobna notka. Tutaj tylko pragnę zasygnalizować, że nie ma Hiszpanii bez Gaudiego. Wybrałem zdjęcie Casa de Batlló, przeuroczego domu zaprojektowanego przez Gaudiego, a mniej znanego niż kościół Sagrada Familia.

     Gaudi Casa Batló

    W Lizbonie klasztor Hieronimitów w Behlem to szczytowe osiągnięcie stylu manuelińskiego, charakteryzującego się bogatymi zdobienia (z wpływami arabskimi), a którego nazwa pochodzi od Manuela I Szczęśliwego (przełom XV i XVI wieku). Sam klasztor zbudowano w pierwszej połowie XVI wieku. Tak na marginesie – dla tego samego zakonu Hieronimitów, Filip II zbudował Eskorial, jako klasztor. Sam zadawalał się tylko częścią pomieszczeń.

    Lizbona

    Główne wejście w południowej fasadzie przyklasztornego kościoła.

    Lizbona

    Wnętrze kościoła – warto zwrócić uwagę na kolumny, a zwłaszcza ich ornamentykę.

    Lizbona

    Wirydarz klasztoru Hieronimitów. Cudowny przepych. Jak przyjemnie było być mnichem w takim miejscu.

    Bathalha to wielka bazylika w małym kraju, może za wielka skoro nie udało się w niej dokończyć Kaplicy Fundatora. Kosciól i przylegający doń klasztor wzniesiono jako dziękczynne votum za zwycięstwo w 1385 pod Aljubarrotą (czyt. Alżubarottą), które przypieczętowało niepodległość Portugalii. W owej bitwie Jan I pokonał nieoczekiwanie znacznie większe siły kastylijczyków. Mosteiro de Batalha czyli Klasztor Zwycięstwa jest bardzo udanym połączeniem sztuki gotyckiej z wybujałymi zdobieniami zapowiadającymi styl manueliński.

    Batalha

    Widok na kościół Batalha.

    Batalha

    Klasztorne krużganki, równie piękne, jak te u Hieronimitów w Lizbonie.

    Batalha

    Nagrobek Jana I, zwycięzcy spod Aljubarotty i jego żony Filipy Lancaster w niedokończonej Kaplicy Fundatora. Koniecznie proszę zwrócić uwagę na gest trzymania się za ręce, nawet po śmierci.

    Batalha

    A to sklepienie nad nagrobkiem króla Jana i Filipy.

    I na tym kończymy prezentację.

  • Zwiedzamy

    Zamki krzyżackie – najlepsza książka

    okładkaMałgorzata Jackiewicz-Garniec, Mirosław Garniec, Zamki państwa krzyżackiego w dawnych Prusach. 

    Zamki cieszą kolosalnym powodzeniem zarówno wśród zwiedzających jak i wsród piszących – powstało mnóstwo opracowań przeglądowych i sporo stron internetowych. Co oczywiste są one jakości dość zróżnicowanej, zatem może nie od rzeczy byłoby podzielić się swoimi doświadczeniami, tym bardziej, że sezon turystyczny się zbliża, a niektórzy (jak niżej podpisany) już go rozpoczęli. W moim rankingu niekwestionowanym liderem jest opracowanie państwa Garniec poświęcone zamkom państwa krzyżackiego.

    Teksty w tej książce są na tyle wyczerpujące, że stanowią minimonografie dotyczące poszczególnych obiektów. Kompletne, szczegółowe, kompetentne i co ważne – aktualne. Zaimponował mi tutaj artykuł poświęcony Morągowi. Wykopaliska ledwo co się zakończyły, ale już mamy wyczerpujący tekst uwzględniający ich wyniki. Szacunek. Poza tym opisy dotyczą wszystkich zamków, także tych w ruinie i nie są z tego powodu krótsze, co oznacza, że zawsze znajdziemy informacje na temat obiektu, który właśnie odwiedziliśmy.

    Do jakości tekstów dostroiły się fotografie, łączące poziom artystyczny z walorami prezentacyjnymi, czyli widzimy na zdjęciach wszystko to, co zobaczenia warte i pokazane w sposób apetyczny. Materiał ilustracyjny uzupełniają liczne rysunki, przekroje i stare ryciny. Dobrze, że wydawcy nie oszczędzali na mapach, które kolosalnie ułatwiają orientację. Autorzy zadbali również o elegancką i jednocześnie użyteczną szatę graficzną.

    Jako materiały wstępne zamieszczono historię zakonu krzyżackiego oraz podsumowania dotyczące cech architektonicznych zamków krzyżackich wraz z ich typologią. Teksty te należą do najlepszych, jakie na ten temat czytałem.

    W swojej kategorii książka zasługuje na ocenę 10/10. Gratulacje. Mimo, iż nie należy do najtańszych, to jest warta wydanych pieniędzy. Polecam wszystkim wybierającym się na Warmię, Mazury i Pomorze. Szersza wersja recenzji na Historyczne Miscelanea.

  • Zwiedzamy

    Warmia i Mazury 2010

    Kolejny wypad zwiedzaniowy, tym razem na Warmię i Mazury. Start z bazy w Ostródzie, podziękowania dla Sióstr Terezjanek.

    Ratusz w MorąguCzwartek, Boże Ciało.
    Morąg. Oryginalny gotycki ratusz z 1444, zniszczony w pożarach, poddany renowacji i przywrócony do użytkowania. Dość wierny stan architektoniczny. W tak czystej postaci gotyk rzadko występuje w architekturze ratuszy spotykanych w Polsce.
    Gotycki kościół św. Piotra i Pawła, budowa zakończona w 1331, stan oryginalny.
    Ruiny, fundamenty i piwnice zamku krzyżackiego z XIV w., odkryte podczas wykopalisk. Jedyny pozamkowy budynek jest w rękach prywatnych, osoby, która wykazuje niemało determinacji, aby zamek uczynić obiektem nadającym się do zwiedzania. To godne uwagi.
    Pałac Dohnów, barokowy, ale bez wyraźnych cech stylowych. W środku muzeum, zamknięte w długi weekend. Tak na marginesie: wszystko w Morągu, z wyjątkiem zamku, było zamknięte, co dyskwalifikuje tę miejscowość jako godny polecenia obiekt turystyczny.

    Pasłęk. Zamek krzyżacki, wielokrotnie niszczony, odbudowany bez zachowania cech stylowych, z dobudowanymi dwoma skrzydłami w stylu socjalistycznym (czyli w bezstylu).
    Kościół gotycki p.w. św. Bartłomieja, przebudowywany, wnętrze neogotyckie, barokowy ołtarz główny.
    Ratusz gotycki, lekko przebudowany w epoce renesansu, zniszczony w 1945, dość wiernie odbudowany.
    Bardzo ciekawe mury miejskie, zachowane/odbudowane na prawie całej długości z dwiema bramami wiernie zrekonstruowanymi. Mury te są najciekawszym obiektem w Pasłęku, ponieważ, co rzadkie, występują w prawie kompletnej rozciągłości wyznaczając średniowieczne założenie urbanistyczne.

    Ogólny widok sanktuarium w KrośnieKrosno. Pielgrzymkowy kościół barokowy. Ogólne założenie podobne do świętej Lipki (też Warmia!), niszczejące polichromie we wnętrzu. Piękny ołtarz główny. Zapomniana perełka na uboczu głównych szlaków turystycznych. Po wejściu Sowietów w 1945 zniknęła cudowna figurka Matki Boskiej, została pieczołowicie odtworzona, ale „cudowność” miejsca pielgrzymkowego mocno straciła na atrakcyjności i kościół w ciszy podupada. Szkoda.

    Pólnocna ściana kolegiaty w OrnecieOrneta. Najciekawszy jest tu kościół z XIV wieku, przebudowany w XVI wieku, ale z zachowaniem założeń architektonicznych. Duże wrażenie robią zwłaszcza szczyty gotyckie nad bocznymi kaplicami, które wyznaczyły standard elegancji gotyckiej architektury dla całego obszaru w sąsiedztwie, do kilkudziesięciu kilometrów. We wnętrzu cudowne sklepienia sieciowe i bardzo interesujące polichromie z XIV i XV wieku. Ołtarz główny: monumentalny barok, z elementami manierystycznymi. Koniecznie odwiedzić, bez kościoła w Ornecie nie sposób rozumieć gotyckiej architektury sakralnej na Warmii.
    Ratusz gotycki, niestety obudowany dość ohydnymi domkami, przez co mocno traci na elegancji. Pozostaje do obejrzenia tylko fasada.

    Piątek
    Mingajny, kościół gotycki, zewnętrzne dekoracje pod wpływem Ornety.

    Pieniężno. Ciekawa historia dotyczy nazwy tego miasteczka. Przez wieki pod niemieckim panowaniem nazywało się Mehlsack, po 1945 nazwę przetłumaczono jako Mąkowór, a ostatecznie na cześć  rodziny Pieniężnych (w ogóle z tym miastem nie związanych) nadano mu nazwę jak powyżej.
     Zamek w Pieniężnie przynależał do kapituły warmińskiej i był centrum rozległego klucza dóbr kapitulnych. Rezydował tu wójt, a później już tylko burgrabia nadzorujący okoliczne wsie, bowiem centrum administracyjne dóbr kapitulnych przeniosło się do Olsztyna, gdzie zresztą administratorem był przez kilka lat Mikołaj Kopernik. Wielokrotnie był niszczony i odbudowywany, do dzisiaj przetrwał tylko główny budynek zamku, znajduje się w ruinie, niedostępny do zwiedzania.
    Gotycki ratusz w trakcie odbudowy.

    Braniewo. Gotycki kościół wiernie odbudowany dopiero w latach dziewięćdziesiątych.
    Budynek szkolny Akademii Hosianum z XVIII wieku (bez wyraźnych cech stylowych).
    Z oryginalnego gotyku braniewskiego pozostały tylko 2 wieże z murów obronnych.
    Na przedmieściach Braniewa barokowy kościół jezuicki, aktualnie redemptorystów. Jedyny znany mi ceglany kościół barokowy. Ciekawe.

    Wnętrze katedry fromborskiej z ołtarzami kanonikówFrombork. Wzgórze katedralne to jakość sama dla siebie. Przepiękna gotycka katedra z nietypowo zdobioną fasadą; we wnętrzu grób Kopernika, zaskakująco zróżnicowane boczne ołtarze poszczególnych kanoników i gotycki drewniany ołtarz szafkowy, do tego barokowe ogromne stalle. Na wzgórzu ponadto dwa domy kanoników, odbudowany pałac biskupi i wieża Radziejowskiego (dzwonnica), na którą można się wspiąć i z góry obejrzeć całe wzgórze i panoramę Fromborka. Odwiedziliśmy także średniowieczny (choć później przebudowywany) szpital św. Ducha z muzeum medycyny, ogrodem pełnym ziół i odkopanym piecem hypokaustycznym, czyli średniowiecznym centralnym ogrzewaniem.

    Sobota
    Ostróda, malowniczo położona nad jeziorem Drwęckim. Odbudowany komturski zamek krzyżacki z ciekawym piwnicami, masywnie sklepionymi, z szerokimi gurtami spływającymi na trzy filary, jak w zamku brodnickim.
    Gotycki kościół św. Dominika Savio, niedawno odbudowany po zniszczeniach z 1945 roku. Kilka secesyjnych kamieniczek, ale trzeba przyznać, że secesja to nie był styl kwitnący w niemieckich Prusach.

    Rychnowo. Drewniany kościółek z początku XVIII wieku, z oryginalnymi malowidłami, w tym dość frywolnym (jak na protestancką genezę) przedstawieniem Adama i Ewy w sufitowym plafonie. Wizerunek Lutra znajduje się z tyłu za ołtarzem, ale przypuszczam, że pierwotnie, w świątyni protestanckiej, znajdował się w centrum przestrzeni liturgicznej. To ładnie, że katolicy malowidła nie zniszczyli (jak zawsze niestety robili wcześniej protestanci) tylko zastawili ołtarzem głównym.

    Wieczorem powrót w rodzinne strony.

    Wyjazd niezwykle udany, a na koniec dwie uwagi natury ogólnej. Cały obszar Prus Wschodnich został z premedytacją zrujnowany przez Rosjan w 1945 roku – pamiętajmy, że były to pierwsze rdzennie niemieckie obszary zajmowane przez Sowietów, którzy tutaj dokonywali aktów zemsty na niemieckiej ludności, ale też na wszelkich przejawach kultury materialnej. Wiele miast zostało zniszczonych w 90% (porównanie tylko z Warszawą), tyle tylko, że ludność albo uciekła, albo została wysiedlona i zastąpiona polskimi przesiedleńcami z terenów wschodnich i Ukraińcami wysiedlonymi w ramach Akcji „Wisła”, a więc ludnością, która miała najczęściej wrogi stosunek do niemieckiej przeszłości tych ziem i nie była zainteresowana w odbudowie niemieckich zabytków. W efekcie miasta zatraciły swój historyczny, zabytkowy charakter. Pieniężno wygląda zupełnie inaczej niż pruski Mehlsack, Braniewo to chaotycznie zabudowane współczesne miasteczko, z pachnącym świeżością niby gotyckim kościołem, ale już bez nawet namiastki ratusza, w Ostródzie rynek został zabudowany socjalistycznymi domkami bez wyrazu, a jedna pierzeja wolno stojącymi blokami (zgroza). Gdzieniegdzie ostały się oryginalne perełki – gotycki kościół w Ornecie, barokowy kościół w Krośnie, katedra we Fromborku (ale nie wszystkie zabudowania wzgórza katedralnego…). Strasznie poharatane były zamki krzyżackie. To swoisty chichot dziejów, że właśnie Polacy je odbudowują, a niejednokrotnie zrujnowane były jeszcze w czasach pruskich (w końcu XVIII i XIX wieku).

    Druga uwaga dotyczy kompletnie niezrozumiałego dla turystów podziały na Warmię i Mazury. Wynika on z porozumienia potwierdzonego bullą papieską, które stanowiło, że 1/3 podbitych ziem pruskich, zostanie przekazana jako uposażenie lokalnym biskupom i będą oni samodzielnie administrowali tymi terenami. Krzyżacy wywiązali się z tego zobowiązania i stosowne obszary przekazali stosownym biskupom. Biskupi: pomezański, chełmiński i sambijski byli blisko związani z krzyżakami (aż do II pokoju toruńskiego w 1466, kiedy diecezja chełmińska wróciła do Korony). Natomiast biskup warmiński pielęgnował swoją odrębność, być może dlatego, że dysponował największymi dobrami, znacznie większymi od części komturstw krzyżackich, a jego dobra nazywane były Warmią. Z kolej biskup 1/3 otrzymanych terenów przekazywał, jako uposażenie, kapitułom. Ostatecznie zatem, tereny krzyżackie postrzegane jako jednolite państwo, bynajmniej takim nie były, a w rzeczy samej składały się z trzech zupełnie różnych organizmów administrowanych przez: krzyżaków, biskupów, kapituły. Stąd ten mętlik w oczach turystów, jak widzą zamek krzyżacki, ale dowiadują się, że to zamek kapituły pomezańskiej (w Kwidzyniu). Co to jest kapituła, czy to krzyżacy i jaka pomezańska, że co? Na dodatek ilość przekłamań, a czasem pospolitych błędów, występujących w internecie jest w tej materii przeogromna i stanowi namacalny dowód, jak mało wiarygodne są materiały zamieszczone w sieci. Najpewniej na blogu historycznym coś więcej na ten temat napiszę, bo sam uległem poirytowaniu, a w pewnym stopni także dezinformacji (bulle, wystawcy i daty mylone są systematycznie).

  • Zwiedzamy

    Łódź w wielu odsłonach

    Właśnie udało się to, co lubię najbardziej – krótki, intensywny wypad do jakiegoś interesującego miejsca i to wypad obfitujący w zróżnicowane przygody i podniety. Niektóre punkty zrealizowanego programu pewnie zostaną rozbudowane do osobnych notek, a tymczasem krótki przegląd wydarzeń, który daje pojęcie, o co chodzi przy takich eskapadach. A zatem: 

    8.30. Wyjazd. W samochodzie sporo książek na temat planowanych do odwiedzenia miejsc, ale też kanapki i termos z kawą, aby nie tracić czasu na jedzenie po drodze.

    Salon Państwa Krusze10.15. Muzeum w Zgierzu, z najważniejszą wystawą „Kruszówka”, czyli oryginalne wyposażenie z końca XIX wieku domu zgierskich fabrykantów. Mamy pewność, że ok. 90% eksponatów pochodzi z konkretnego domu państwa Krusze. To rodzina powstała po ślubie Małgorzaty Borst, pochodzącej z familii zgierskich fabrykantów z Julianem Krusze z rodziny przemysłowców pabianickich. To rzadki zbiór XIX-wiecznego wyposażenia jednej, konkretnej rezydencji. W Łodzi zachowały się pałace, ale ich wystrój w większości się nie zachował. Tu jest odwrotnie. Ekspozycja jest podzielona na kilka pomieszczeń: jadalnię, kuchnie, salon, sypialnię. W kuchni możemy oglądać m.in. oryginalny piec, kredens, komplet garnków, rondli i patelni oraz przyrządy używane przez służbę. W sypialni znajduje podróżna walizeczka z pełnym zestawem męskich kosmetyków i przyborów do higieny osobistej używanych podczas wojaży.  W muzeum jeszcze rzut oka na wystawę o dziejach Kościoła pod rządami totalitaryzmów i jedziemy dalej.

    11.00. Z daleka (ciągle jest tam jednostka wojskowa) udaje się zobaczyć koszary 10 batalionu pancernego. Batalion utworzono pod koniec lat trzydziestych i specjalnie dla niego wybudowano w Zgierzu koszary, według tego samego projektu, co koszary na Westerplatte. Ciekawy symbol modernizacji polskiej armii.

    12.00. Biała fabryka Geyera w Łodzi, a w niej muzeum włókiennictwa. W końcu zrozumiałem, na czym polegał wynalazek „fruwającej Jenny” czyli maszyny przędzalniczej, która zrewolucjonizowała włókiennictwo w końcu XVIII wieku. Sama fabryka powstała w 1839 roku, jako pierwsza w Łodzi wykorzystująca napęd parowy do maszyn włókienniczych. Sporo różnych ciekawostek + wystawa „Moda przez XX wiek” + skansen łódzkiego budownictwa drewnianego.

    Biała Fabryka Geyera widok od strony stawu13.30. Księży Młyn, czyli kompleks fabryczno-mieszkalny Scheiblerów. Największe budynki fabryczne właśnie zostały przebudowane na lofty. Inwestycja miała potężne spóźnienie, ale chyba dobiega końca.  Wygląda nieźle. Dawniej w skład kompleksu wchodziły także domy mieszkalne dla pracowników, szkoła, szpital, straż pożarna i budynek zwany „bielnik Kopischa” najstarsza istniejąca budowla przemysłowa w Łodzi.

    Pałac Herbstów od strony ogrodu14.00. Pałac Herbstów. Wybudowany ok. 1875 dla Edwarda Herbsta i Zofii Matyldy Scheibler. W rękach rodziny Herbstów pozostał do 1941 r., kiedy to ostatni z Herbstów wyjechał do Wiednia zabierając ze sobą całe wyposażenie. Później pałac ulegał postępującej dewastacji. Odbudowany w latach osiemdziesiątych. Wygląda prześwietnie, konsekwentny neobarok z elementami secesyjnymi. Zrekonstruowany wzorowo. Jest na co popatrzeć.

    15.00. Wystawa Modernizacje 1918-1939 w Muzeum Sztuki przy Manufakturze. Finisaż wystawy, z oprowadzeniem i odautorskimi komentarzami p. Andrzeja Szczerskiego, jej kuratora. Wystawa skonstruowana została, jako przegląd przez kraje Europy Środkowo-Wschodniej i to jest w niej najciekawsze, ten rozmach, szerokość perspektywy. Z jednej strony węgierska rewolucja, z drugiej budowa Gdyni, z jednej projekt gospodarczo-społeczno-architektoniczny Tomasza Baty (tego od obuwia), z drugiej architektura modernistyczna krajów nadbałtyckich. Wystawie towarzyszy książka Andrzeja Szczerskiego, Modernizacje. Sztuka i architektura w nowych państwach Europy Środkowo-Wschodniej 1918-1939. Rzecz wymaga osobnego komentarza.

    scena ze sztuki 18.00. Taetr im. Jaracza i sztuka Lew na ulicy, Judith Thompson w reż Mariusza Grzegorzka. Bardzo ciekawa, poruszająca, nie dająca gotowych odpowiedzi, ale jednocześnie przejmująca, zaangażowana, czyli to, co lubimy w teatrze najbardziej. I udało się już napisać notkę o tej sztuce.

    23.30. Z powrotem w domu.